Recenzja - Magonia, Maria Dahvana Headley
Kiedy tylko zaczęłam czytać, wiedziałam że to będzie coś. Po pierwsze, utożsamiłam się z bohaterką, nieco osobliwą i żądną wiedzy marzycielką i buntowniczką, stałą bywalczynią szpitali. Ale to nie jedyny powód. Od razu zauważyłam, że Maria Dahvana Headley bawi się słowami. Jej pióro jest tak niesamowite, że czytanie nie tylko zaciekawia, ale intryguje. Uwielbiam sposób, w jaki ta książka została napisana, bo nie mogłam oderwać się od kart powieści. Akcja galopowała, ba, cwałowała, a bohaterowie byli tak świetni, że od razu budzili moją sympatię (lub też nienawiść, zależy kto).
Świat wykreowany został na podstawie dawnych, niezbyt wiarygodnych historii, a autorka połączyła fakty o przybyszach znad chmur z niewyjaśnionymi anomaliami pogodowymi i pogłoskami o UFO. Wykorzystanie tego wszystkiego wraz z wyobraźnią pisarki stworzyło miejsce, w jakim chciałoby się mieszkać. Gatunki ludzi i zwierząt, ich zwyczaje, tradycje były tak wiarygodne, że mam ochotę spojrzeć za okno w poszukiwaniu żagli okrętów i szkwałowaleni śpiewających wśród chmur.
Przyznaję się, zasypiałam o pierwszej, gdy miałam wstać o świcie, nie uważałam na lekcjach, a wszystko to za sprawą Magonii. Niewiele brakowało, a przegapiłabym swój przystanek, wracając do domu. A zamiast zjeść obiad lub zrobić lekcje po powrocie, wolałam kontynuować czytanie. Dawno tak bardzo nie zainteresowałam się żadną historią, a ta często sprawiała, że usta miałam otwarte z wrażenia.
Jedyne, co chcę teraz zrobić, to kupić drugi tom. Nieważne, że nie został jeszcze wydany. Ja pragnę wrócić do świata Magonii już t e r a z, tak bardzo mnie oczarowała. Okładka - cudna, ale zawartość... oh. Musicie ją przeczytać, bo jest {{{}}}.